No i, brzydko mówiąc, jest kurwa zajebiście.
Tak, wrzucajcie mi dalej jaka to ja jestem niedobra, plujcie mi w twarz, podkładajcie nogi i rzucajcie we mnie czym się da. Udowadniajcie mi na każdym kroku moją pierdoloną niedoskonałość, którą tak bardzo brzydzę wam widok. Niech wasz szyderczy śmiech dzwoni mi w uszach aż do końca moich dni. Drzyjcie mi się do ucha, mówiąc, jaka to jestem okropna, beznadziejna, głupia, zła, gruba, brzydka lub cokolwiek wymyślą wasze splugawione miłością do własnych czterech liter opony mózgowe. Naślijcie na mnie starszych braciszków, żeby mi poprzestawiali organy. I chuj z tym, że pójdą siedzieć. Będziecie przynajmniej mieli święty spokój. Patrzcie, jak łzy spływają mi po policzkach i jak puchną mi oczy. Napawajcie się tym przewstrętnym widokiem. Nie, dziękuję, nie potrzebuję waszej chusteczki, żeby się, że tak powiem, ogarnąć.
I wiem, że moje zdjęcia nie są wystarczająco dobre, aby można było mnie nazwać przynajmniej dobrym fotografem. Mój angielski nie jest tak dobry jak uważacie. Nigdy nie będę dobrą koszykarką z takim opanowaniem lewego dwutaktu. A moje pseudozdolności matematyczne sięgają okrągłemu i pustemu zeru. Moje ciało wymaga wielu poprawek, których nie wprowadziłam jeszcze w życie. Życie? Błagam. To naprawdę zły żart.
Żegnam państwa.